BlogPodróżeTe dalekie

Tunezja- maj 2011, cz.1

mamaforever.pl

Moje Drogie chcę Wam opowiedzieć o naszych pierwszych wspólnych wakacjach, które niepodziewanie wypadły w Tunezji.

Był to bardzo spontaniczny wyjazd, bo nie mieliśmy żadnych obciążeń w postaci dzieci, braku urlopu czy pieniędzy.

Tuż po zamachach w Tunezji ten region pod względem turystycznym był zupełnie martwy. Hotele były prawie puste, a niektóre całkowicie zamknięte. Ceny wakacji były kosmicznie niskie.

Za wersję all inclusive w hotelu ***** 5 gwizdkowym i przelot zapłaciliśmy– UWAGA całe 900 pln za osobę. Pomimo, że to było przeszło 7 lat temu to i tak jak na tamte czasy było jak za darmo. Takie ceny poprostu nie istniały.

Ten argument ostatecznie nas przekonał do wykupienia wycieczki. Władze Tunezji słusznie obawiały się, że zamachy ( wśród, których ofiarami byli również  Polacy ) będą miały opłakane skutki dla tunezyjskiej gospodarki.

Niestety te obawy miały realne przełożenie na sytuację w kraju. Jak widać na zdjęciu poniżej uliczne protesty były codziennością.

mamaforever.pl

Niektórzy armatorzy ogłosili, że ich statki nie będą wpływały do portów w Tunezji, a wiele biur polskich i zagranicznych anulowało wycieczki do Tunezji.

Nam- turystom było w Tunezji doskonale, plaże prawie puste, obsługa zachwycająca i niesamowicie niskie ceny.

Już na miejscu, jak nam się wielokrotnie zdarzyło na przestrzeni minionych 7 lat, poznaliśmy fantastycznych ludzi. Wspólnie z nimi zwiedzaliśmy okolicę ile się dało, bo cenny była dla nas także czas  kiedy leniuchowaliśmy na plaży czy basenie.

Port El-Kantaoui

Przez parę dni zaraz po śniadaniu wszyscy- całą 6 osobową zwartą grupą ruszaliśmy w nieznane. Tak trafiliśmy do miasteczka portowego i portu  El-Kantaoui.

Oczywiście jak każdy prawdziwy turysta nie omieszkaliśmy zrobić zakupów w postaci pamiątek, ubrań i bibelotów. Na zdjęciu poniżej widać cudowny „ firmowy ” pasek mojego męża-;).

mamaforever.pl

I tu mam dla Was kolejną ciekawą historię.

Podczas zwiedzania portu nasi nowi znajomi szli przed nami, a my tuż za nimi i szukaliśmy odpowiednio fajnego miejsca na lunch.

Nagle podszedł do nas tubylec i zapytał wprost „ kokaina, haszysz, LSD ”?.

Zamurowało nas i grzecznie odmówiliśmy. Po tym zdarzeniu zastanawialiśmy się jak my musimy uroczo wyglądać skoro ów Pan naszych znajomych ominął, a do nas podszedł  z tą interesującą propozycją?. Hmm…

Cdn.