BlogInvitroPolecamy

IN VITRO cz.1

in vitro cz.1

Po raz kolejny dziarsko, ramię w ramię z moim Misiem wkroczyliśmy na salony kliniki Novum zajmującej się m.in. zapłodnieniem in vitro.

Z całkowitą determinacją i pełnym przeświadczeniem, że tym razem się uda rozpoczęliśmy przygotowania do in vitro. I zaczęło się. Kolejne badania, wizyty i właściwe przygotowanie do in vitro ,czyli stymulacja hormonalna. To chyba było najbardziej nieprzyjemne , bo oprócz tabletek dostawałam  m.in. zastrzyki w brzuch. Nie będę używała fachowych terminów, bo nie jestem lekarzem. Piszę to co przeżyłam i jak to przeżyłam.

Zastrzyki w brzuch 

Pamiętam, jak po kolejnej wizycie u doktora Zamory poszłam do przyklinicznej apteki. Tam zawsze można dostać wszystkie niezbędne leki do stymulacji hormonalnej . Nie trzeba ich specjalnie zamawiać i było to po prostu wygodne dla mnie. Wsiadłam do samochodu i pokazałam Miśkowi torbę leków , w tym zastrzyki hormonalne, które miałam codziennie robić sobie sama.

mamaforever.pl

Jestem odważna, ale stchórzyłam i umówiliśmy się z moim mężem , że to on będzie mi te zastrzyki robił. Tak było do czasu, kiedy musiał wyjechać w delegację. Ja z kolei  miałam zgodnie z zaleceniami procedurę kontynuować. Możecie mi wierzyć, że trzymałam tę strzykawkę w dłoni , ściskając fałd skóry na brzuchu drugą ręką. Długo nie mogłam jej wbić.

Wtedy pomyślałam sobie:  „Ty głupia babo, chcesz mieć dziecko, a może dzieci i boisz się mikroigiełki?”. Dawaj, do przodu… Od tego dnia z radością wykonywałam iniekcje ( nawet Miś się oburzył, że pozbawiłam go czynnego uczestnictwa w procesie zachodzenia w ciąże). Czasem pozwalałam mu na ukłucie mojego fałdu skórnego na brzuchu.Był wtedy przeszczęśliwy!

Jak wyglądają przygotowania do in vitro?

Baranie leków, iniekcje, badania hormonalne i inne poprzeplatane były wizytami lekarskimi , podczas których  uroczy doktor Piotr przy użyciu USG bacznie obserwował jak pięknie rosną i dojrzewają moje komórki jajowe. Pewnego dnia oznajmił mi, że są już wystarczająco dojrzałe i za 2 dni punkcja in vitro  czyli pobranie moich komórek jajowych.

No to dzieje się- pomyślałam… W piękny słoneczny środowy poranek na czczo ( i tak nic bym nie przełknęła z nerwów), zjawiliśmy się z moim Misiem w klinice Novum pod właściwym gabinetem. Zabieg ten wykonywany jest w całkowitym znieczuleniu .Nie wyobrażacie sobie chyba, że którakolwiek z nas „na żywca „ daje sobie  pobrać  coś z jajników;)

Pierdu, śmierdu z anestezjologiem, zestaw tradycyjnych pytań wymaganych do pełnego znieczulenia, potem coś do żyły, maska na twarz i więcej grzechów nie pamiętam. Jak się obudziłam zostałam poinformowana , że pobrano ode mnie komórki jajowe, które teraz zostaną połączone z nasieniem mojego męża.

Cdn.

0 0 votes
Article Rating
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments