BlogDzieciPodróżePolecamy

Hiszpania- wakacje z dzieckiem, cz.4, maj 2015

Wracając do naszego  miasteczka. Hiszpania i sama Denia już na wstępie okazała się taka, jakiej oczekiwaliśmy.

Było ciepło, ale nie upalnie, spokojnie, przyjaźnie, a plaża świeciła pustkami. Dodam, że zasadniczo zawsze wyglądała tak samo opustoszale ku naszej radości.

Następnego dnia wybraliśmy się na plażę. To była bardzo interesująca i pouczająca wyprawa. Obładowani niczym „rosyjscy turyści” wyposażeni w: namiot, leżaki, ręczniki, napoje, przekąski , wodę gorącą do mleka dla Iwo, zabawki, nosidełko, wózek i parasol zameldowaliśmy się na miejscu. Już po pół godzinie namiot był rozłożony, parasol i leżaki też. Iwo smacznie przysypiał, więc  ja wysmarowałam siebie i Misia mazidłami z filtrami i umościłam się wygodnie na leżaku.

Na hiszpańskiej plaży z dzieckiem

Przecież to też moje wakacje, więc pora odpocząć i się nieco przypiec na słońcu. O nie, nie moje Drogie. Moja radość trwała bardzo krótko. Młody człowiek obudził się i zaczął przeraźliwie płakać. Nakarmiłam go, ponosiłam na rękach, tatuś wziął go do wody żeby pomoczył nóżki- nic nie pomagało. W poczuciu plażowej porażki zaczęliśmy demontować namiot i pakować nasz spory majdan.

Nasz pobyt na plaży trwał może godzinę ze wszystkimi procedurami. Byłam załamana perspektywą spędzenia 2 tygodni w Hiszpanii w klimatyzowanym mieszkaniu. Na szczęście przyszłość okazała się zgoła odmienna.

Wieczorem przy lampce przepysznego wina przeanalizowaliśmy pogodę w określonych porach dnia i rytm funkcjonowania naszego skarba. I w końcu zaczęło być normalnie.

Na hiszpańską plażę ruszaliśmy zaraz po porannym karmieniu i śniadaniu. Byliśmy na niej do ok. 11.00, po czym wracaliśmy do apartamentu na odpoczynek od słońca,  posiłek i drzemkę Iwo. Na szczęście do mieszkania mieliśmy niecałe 20 metrów, zatem jeżeli Iwo zaczynał marudzić zabieraliśmy tylko rzeczy osobiste i wracaliśmy „ochłodzić się” w domu. Po ok. 2 godzinnym odpoczynku albo wracaliśmy na plaże, albo szliśmy na spacer, lunch czy zakupy. Generalnie niczego nie zabieraliśmy z plaży i nie nosiliśmy tam i z powrotem. Rozkładaliśmy się na rano i składaliśmy po zachodzie słońca, a te były bajkowe.

Jak się domyślacie pies z kulawą nogą nie zhańbił się kradzieżą naszych gadżetów.

Cdn.