BlogDzieci

PORÓD BORYS

drugi poród1

Nadszedł dzień porodu- czyli kolejnego skierowania do szpitala na  cesarskie cięcie. Nasz drugi syn był jeszcze większy od Iwo. I tu zaczyna się ciekawa historia, którą chcę Wam opowiedzieć.

Termin cesarskiego cięcia miałam wyznaczony na 22.06.2016 r. na godzinę 07.00. Niestety 21.06 wieczorem dziwnie się poczułam. Po szybkiej konsultacji z doktor Marzenką  razem z moim Misiem i nieodłączną walizką (tym razem korzystając z poprzednich doświadczeń ze ściśle wyselekcjowanymi ubrankami i moimi rzeczami) udaliśmy się do Szpitala Bielańskiego.

Zostałam przyjęta i skierowana na sale porodową z zaznaczeniem, że dostanę kroplówkę i cesarskie cięcie nastąpi o godzinie 07.00 rano, czyli  zgodnie z planem. Do tego czasu miałam być monitorowana. Ja i nasz syn.

Pomyślałam, że nie ma sensu całą noc trzymać biednego Misia pod parą w szpitalu. Lepiej żeby się wyspał i przyjechał rano.

Kłopoty z tętnem

Z taką myślą i podłączoną kroplówką położyłam się spać. Około 01.00 w nocy obudziła mnie pielęgniarka, która chciała mi podłączyć KTG i zobaczyć jak się czuje maluch?.

Kazała mi się położyć raz na lewym boku, raz na prawym…. Po chwili przyszła kolejna pielęgniarka, potem lekarz i usłyszałam już tylko szczątkowe słowa o natychmiastowym przygotowywaniu sali operacyjnej do cesarskiego cięcia.

Wiedziałam , że coś jest nie tak tylko, ale nikt nic mi nie mówił. Za to wszyscy wkoło biegali.

Zanim to do mnie dotarło i zanim zdążyłam wziąć telefon, aby zadzwonić do doktor Dębskiej i do mojego Misia,  w pośpiechu pędziłam już z kroplówką w ręce na salę operacyjną.

 

cesarskie cięcie3

Okazało się, że maluszek tracił tętno. Byłam przerażona. Tak bardzo się bałam, że mój synek umrze albo urodzi się niedotleniony i niepełnosprawny. Znowu leżałam na tej nieszczęsnej  desce, tym razem łzy ciekły mi ciurkiem od początku operacji, aż do jej końca.

Na szczęście dzięki szybkiej interwencji całego zespołu Szpitala Bielańskiego nasz syn urodził się silny, zdrowy i jak brat dostał 10 punktów w skali Apgar-;)

Zdrowy i silny Borys

Myślałam, że tak jak poprzednio przywiozą mi dziecko zaraz po porodzie na salę pooperacyjną, ale niestety nie dostałam go. Jak to?. Natychmiast zadzwoniłam do mojego Misia, że ma przyjechać dzikiem pędem do szpitala, bo nie wiem gdzie jest nasze dziecko. Może wszyscy mnie okłamują, że z  nim wszystko dobrze?.

Misiek  z prędkością światła zjawił się w szpitalu i radośnie oznajmił mi, że rzeczywiście nasz syn chwilowo jest w inkubatorze, bo trzeba było go dogrzać. Na szczęscie już po kwadransie leżał z innymi noworodkami na wspólnej sali. Uspokoiłam się i zdecydowaliśmy, że taki waleczny siłacz nie może mieć na imię Leo(nard), że będzie to zuch Borys.

Słuchać swojego ciała i serca

I pamiętajcie, że gdyby nie moje przeczucie, że dzieje się coś dziwnego, gdybym nie pojechała wcześniej do szpitala przed planowanym terminem przyjęcia do szpitala, mój syn w najlepszym wypadku urodziłby się niepełnosprawny a najprawdopodobniej żywy nie urodziłby się wcale. Dlatego proszę Was- słuchajcie siebie i swojego ciała, lepiej dwa razy sprawdzić niż potem całe życie żałować, że się tego nie zrobiło.

 

0 0 votes
Article Rating
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments